INSPIRACJE mywdomu.pl
WRZESIEŃ, OWOC GRZECHU i... OBIERACZKA
Wrzesień. Sezon na jabłka.
A wszystko zaczęło się podobno od jednego...
Jabłko. Owoc pożądania, pokusy i grzechu.
Niejaka Ewa miała nim skusić niejakiego Adama w miejscu określanym mianem Raju.
Dlaczego właśnie jabłkiem?
Być może niczego bardziej przekonującego nie miała pod ręką. A może Adam po prostu lubił owoce. Możliwości jest wiele.
Jest tylko jeden drobny problem z tą historią.
Biblia wcale nie mówi, że było to jabłko.
W Księdze Rodzaju pojawia się po prostu owoc z drzewa poznania dobra i zła. Ewa bierze owoc, zjada go i daje Adamowi. Gatunku, odmiany, koloru, średnicy ani kodu kreskowego/EAN autor nie podał.
A jednak przez stulecia jabłko zrobiło oszałamiającą karierę i zostało jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli zakazanego owocu.
Można powiedzieć, że był to jeden z największych sukcesów marketingowych w historii sadownictwa.
Skoro nie jabłko, to skąd właściwie wzięło się jabłko?
Jednym z ciekawszych wyjaśnień jest językowa zabawa, którą umożliwiała łacina. Podobieństwo słów odnoszących się do jabłka i zła sprzyjało późniejszemu kojarzeniu właśnie tego owocu z biblijną historią Adama i Ewy.
Europejska sztuka przez kolejne stulecia bardzo skutecznie utrwalała ten obraz. Jabłko pojawiało się na obrazach, rycinach i ilustracjach przedstawiających Raj, aż w końcu w zbiorowej wyobraźni niemal zupełnie przejęło rolę zakazanego owocu.
I tak owoc, którego nazwy Biblia nawet nie wymienia, dostał rolę, której pozazdrościłaby mu niejedna gwiazda.
Jabłko stało się owocem pokusy.
Minęły wieki.
Opuściliśmy Raj ;) Wynaleźliśmy koło, druk, elektryczność, samochód, internet, zakupy online i... TikTok.
Mogłoby się wydawać, że po tym wszystkim jabłko zostawimy już w spokoju.
Nic z tego.
Wrzesień. Jabłka wracają na scenę
Wrzesień i jabłka wyjątkowo dobrze do siebie pasują. Właśnie wtedy dojrzewa wiele odmian, a sady zaczynają wyglądać tak, jakby ktoś zawiesił na drzewach tysiące czerwonych, zielonych i żółtych bombek bożonarodzeniowych.
Trudno znaleźć drugi owoc tak mocno związany z polskimi sadami i domową kuchnią.
Do szarlotki.
Do kompotu.
Do ciasta.
Do sałatki.
Do suszenia.
Albo po prostu do zjedzenia prosto z ręki.
I wtedy zaczynają się problemy.
Bo ktoś to jabłko musi przygotować.
Ewa miała łatwiej
Według opowieści wystarczyło zerwać owoc i podać go Adamowi (nie wytarła go, nie obmyła, nie obrała ze skórki, bezpośrednio z drzewa dała Adamowi... przepraszam... raj... owoce nie pryskane, niezakurzone, bakterii - brak, ale czy było robaczywe ??)
My, chcąc zrobić szarlotkę, mamy trochę więcej pracy.
Trzeba jabłko umyć. Czasem obrać. Pokroić. Usunąć gniazdo nasienne. Podzielić na kawałki. Niekiedy zetrzeć.
I właśnie tutaj historia ludzkości zrobiła niewątpliwy postęp.
Wynaleźliśmy narzędzia do jabłek.
I, jak się okazuje, jest ich zaskakująco dużo.
Apfeltraum – „jabłkowe marzenie”
Na początek urządzenie Westmark, które wygląda trochę tak, jakby ktoś skrzyżował sprzęt kuchenny z niewielką maszyną przemysłową.
Nazywa się Apfeltraum.
Nazwa brzmi niezwykle niewinnie – można ją przetłumaczyć jako „jabłkowe marzenie”.
Patrząc jednak na mechanizm urządzenia, można odnieść wrażenie, że niekoniecznie jest to marzenie samego jabłka.
Jabłko zostaje umieszczone w urządzeniu, korbka idzie w ruch i czynność, którą ręcznie wykonywalibyśmy znacznie dłużej, może zostać wykonana mechanicznie.
Adam prawdopodobnie patrzyłby z niedowierzaniem.
Ewa być może zapytałaby o cenę.
Krajalnica – jeden ruch i po jabłku
Potem mamy Divisorex.
Tutaj nie ma już długich negocjacji.
Krajalnica jednocześnie usuwa gniazdo nasienne i dzieli jabłko na równe części. Wszystko podczas jednego naciśnięcia.
Jabłko całe → nacisk → gotowe kawałki.
Kilka tysięcy lat rozwoju cywilizacji i proszę bardzo.
Wykrawacz rdzenia – brzmi gorzej, niż działa
Tu dochodzimy do mojego ulubionego określenia.
Wykrawacz rdzenia jabłek.
Brzmi jak przedmiot, który powinien znajdować się w zupełnie innym dziale sklepu i być sprzedawany wyłącznie po okazaniu dokumentu tożsamości. Może też być tytułem horroru... „Wykrawacze rdzeni atakują!!”
Na szczęście rzeczywistość jest znacznie spokojniejsza.
Wykrawacz przeprowadza się przez środek jabłka, aby usunąć gniazdo nasienne bez konieczności dzielenia całego owocu na części.
Proste. Szybkie. I zdecydowanie mniej dramatyczne niż nazwa.
Obieraczka – jabłko traci skórkę
Oczywiście pozostaje jeszcze skórka.
Można ją zostawić.
Można użyć noża.
Można też sięgnąć po obieraczkę.
I tutaj trudno stworzyć większy dramat. Obieraczka obiera. Chociaż po „wykrawaczu rdzenia” brzmi niemal uspokajająco.
Tarka – kiedy kawałki to nadal za dużo
Jeżeli pokrojenie jabłka to wciąż za mało, pozostaje jeszcze tarka.
Starte jabłko może trafić do ciasta, deseru, surówki albo wszędzie tam, gdzie całe jabłko byłoby zdecydowanie zbyt ambitnym rozwiązaniem.
W tym momencie trudno oprzeć się wrażeniu, że od czasów Raju nasze podejście do zakazanego owocu stało się znacznie bardziej zdecydowane.
Ewa tylko zerwała.
My obieramy, kroimy, wydrążamy, dzielimy i ścieramy.
Czy torturujemy jabłka jako pośredniego winowajcę za utratę raju??
A co, jeśli ktoś był pierwszy?
Jest jeszcze jedna możliwość.
Bierzemy piękne jabłko, zaczynamy je kroić i okazuje się, że...
Ktoś był pierwszy...
Ktoś już rozpoczął degustację...
Jednym ze szkodników jabłek jest owocówka jabłkóweczka. Jej larwy mogą wgryzać się do wnętrza owocu i żerować w jego okolicach nasiennych.
Najczęściej trzeba podejrzewać owocówkę jabłkóweczkę, czyli niewielkiego motyla nocnego (w skrócie: ćmę), którego samice składają jaja na owocach lub liściach. Po wykluciu larwa wgryza się do jabłka i drąży korytarz w kierunku gniazda nasiennego, gdzie żeruje na nasionach. 🍎🐛
Nawiązując do poprzedniego artykułu... śliwki nie mają monopolu na lokatorów.
Jabłka również potrafią występować w wersji z niespodzianką – choć zdecydowanie nie jest to wariant, którego szukamy podczas zakupów.
Od grzechu pierworodnego do szarlotki
Nie wiemy, jaki owoc naprawdę podała Ewa Adamowi.
Nie wiemy również, czy był umyty, obrany, pokrojony, czy podany w całości.
Biblia milczy na ten temat.
Wiemy natomiast, że kilka tysięcy lat później potrafimy z jabłkiem zrobić rzeczy, których Adam i Ewa prawdopodobnie nie przewidzieliby nawet po zjedzeniu owocu z drzewa poznania.
Możemy je obrać.
Pokroić.
Podzielić na równe części.
Zetrzeć.
A nawet – co nadal brzmi trochę niepokojąco – wykroić mu rdzeń.
I być może właśnie dlatego wrześniowe jabłko jest dobrym przykładem na to, że nawet najzwyklejszy przedmiot może mieć niezwykłą historię.
Najpierw symbol pokusy.
Potem symbol grzechu.
A dzisiaj?
Szarlotka.
I chyba jednak na tym etapie historia jabłka podoba nam się najbardziej.
PS.: Gdyby Ewa miała Westmarka...
...cała historia mogłaby potoczyć się inaczej. Zanim zamocowałaby jabłko w Apfeltraum, ustawiła urządzenie, przekręciła korbkę, potem znalazła Divisorex i podzieliła owoc na równe części...
Adam być może zdążyłby się rozmyślić.
A wtedy podręczniki historii wyglądałyby dzisiaj zupełnie inaczej.